Moc Inspiracji…;-)

Taka sytuacja…

Dokładnie 5 lat temu, tuż przed Świętami Wielkanocnymi, pojechałem na typowy pomiar okien… Wówczas jeszcze prowadziłem firmę budowlaną produkującą i montującą moskitiery i rolety zew. Co ciekawe, nawet w tej branży dość mocno się wyróżniałem i odstawałem od schematu i wizerunku typowego “budowlańca” z co najmniej trzech powodów.

Po pierwsze często jeździłem na pomiary drag starem 1100, ubrany jak na chopperowca przystało – w czarne skórzane spodnie, czarną skórzaną kamizelkę ozdobioną odznakami ze zlotów motocyklowych, czarną skórzaną kurtkę, czarną bawełnianą koszulkę w trupie czachy oraz zawiązaną na szyi czerwoną chustę w kratę, taką jaką nosił na głowie Axel Roses lider zespołu Guns N’ Roses 😉

Po drugie nie brałem zaliczek na poczet moich usług i produktów bez względu na wysokość zlecenia, co powodowało jeszcze większe zdziwienie niż przyjazd motocyklem 😉

A po trzecie z klientami rozmawiałem o filozofii, psychologii, sprawach życiowych oraz doradzałem im, gdy się w trakcie rozmów otwierali i prosili mnie o poradę 😉

Oryginalny sposób mojego działania miał niezwykłe przełożenie na przyrost klientów firmy. Ten marketing sprawdzał się doskonale, a skuteczność brania zleceń od pomiaru do realizacji wynosiła prawie zawsze 100%. Prawie zawsze, dlatego że 5 razy poczułem tak złą energię od klienta, że to ja nie przyjąłem zlecenia, mimo że klient nalegał, polecając mu inne firmy. Ale nie o to chodzi w tej historii 😉

Typowy pomiar wyglądał następująco. Gdy przyjeżdżałem motocyklem pod dom (oczywiście tak było na wioskach, na które uwielbiałem jeździć), gospodarz lub gospodyni wychodzili ze zdziwieniem mnie przywitać, wówczas jakiś kwadrans opowiadałem o moim czarnym rumaku ze skurzanymi kuframi i frędzlami, z niklowanymi wydechami i gmolami, zdobionym pięknym aerografem na baku oraz przerobionymi wydechami, które cudownie grały, aż się budynki trzęsły 😉

Po takiej demonstracji już stawaliśmy się dobrymi znajomymi, a w domu od razu mnie częstowano kawą i ciastem. Często w trakcie picia kawy poznawałem historię życia tej rodziny, ludzie stawali się zawsze wobec mnie niezwykle wylewni. W trakcie naszych rozmów było mnóstwo śmiechu, ale i wzruszenia, i refleksji. Po takim wstępie i rozmowie sam pomiar oraz wzięcie zlecenia i to bez targowania się przez Klienta, było już tylko formalnością 😉 Mimo, że zawsze jak coś robię, to staram się być profesjonalistą w każdym calu, to moje zachowanie było naturalne i na luzie, co wzbudzało zaufanie i budowało dobre relacje. Ludzie się po prostu dobrze czuli z kimś takim, co zaskoczy i się pośmieje, powie coś ciekawego oraz przede wszystkim ich wysłucha!!! Nie macie pojęcia co potrafili ludzie mi powierzyć w tajemnicy, mimo że mnie po raz pierwszy na oczy widzieli… To był dla mnie zawsze największy zaszczyt i wyróżnienie, ale oczywiście również wielka odpowiedzialność, dlatego że dałem słowo, że nikomu nie powiem, a nie raz bardzo się chciałem tym z kimś podzielić… Jednak w tym jestem dobry 😉 Potrafię dochować tajemnicy 😉

Wchodzę tego dnia do klienta ok lat 60+. Pan był pogodny, uśmiechnięty, z poczuciem humoru i zafascynowany motocyklami. W młodości miał junaka i wsk, więc nasza rozmowa w ogóle zeszła na inne tory niż cel mojego przyjazdu. Potem kawa z pysznymi czekoladkami z nadzieniem wiśniowym z alkoholem, typowy pomiar, wzięcie zlecenia i pożegnanie… No i to właśnie jest ta chwila 😉

Wsiadam na motocykl, zakładam kask, rękawice, zapinam kurtkę, a ten Pan mówi do mnie.

– Dziękuję za miło spędzony czas. Wie pan… Pan mi tak bardzo przypomina mojego syna.

– Coś się z nim stało?

– Nie. Nie. Wszystko z nim w porządku. Ma dwójkę dzieci, piękną żonę i dobrze płatną pracę.

– To dlaczego Pan o nim mówi z takim żalem i smutkiem w głosie?

– No wie Pan… Kiedyś coś się wydarzyło…

– Jak nie chce Pan o tym mówić, to…

– Nie… W porządku… To żadna tajemnica. Tylko nadal mnie to boli.

– Rozumiem…

– Prawie 20 lat temu pokłóciliśmy się śmiertelnie przy stole. Powiedzieliśmy sobie wiele przykrych słów i syn obrócił się na pięcie i wyszedł. Od tamtej pory nie odzywamy się do siebie. Jedynie, gdy go nie ma odwiedzam synową i wnuki.

– Przykro mi to słyszeć.

– A wie Pan jak mnie to zżera od środka…?

– To czemu nie chwyci Pan za telefon i nie zadzwoni do niego…?

– A czy Pan nie rozumie co się stało i kiedy to się stało?

– Doskonale rozumiem, i dlatego pytam się Pana, dlaczego Pan nie chwyci za słuchawkę…?

– Dobrze… Zakończmy tę rozmowę!

I na tym się skończyła rozmowa. Byliśmy umówieni po Świętach na montaż rolet i moskitier.

Po świętach przyjechałem na montaż już samochodem dostawczym z dwoma pracownikami 😉 Poszedłem zapukać do drzwi i oznajmić, że jesteśmy. Chłopaki znosili narzędzia. Po krótkiej chwili drzwi się otwarły, a w nich stanął Gospodarz. Popatrzył głęboko mi w oczy, podszedł do mnie i mocno przytulił… Szeptając mi do ucha: dziękuję… 😉

Wszystko stało się jasne…;-) Ale chciałem wiedzieć jak do tego doszło…?

– Jak Pan wyjechał, to byłem na Pana zły, za tak głupie rady! Do wieczora chodziłem zdenerwowany.

Jednak w pewnym momencie wziąłem telefon i wykręciłem numer… Odebrał syn… I samo poszło… Rozmawialiśmy jakby nic się nigdy nie stało… Zaprosiłem ich na święta, które całe spędziliśmy razem. Dziękuję za to co Pan zrobił…

– Ale ja nic nie zrobiłem… To Pan wszystko zrobił.

– Gdyby nie Pan, to nigdy bym nie zadzwonił…

– Cóż… Ja tylko byłem Pana zewnętrzną inspiracją… 😉

R.T. 😉